Nienawidzę - bardzo się boję tego słowa, wydaje mi się, że oznacza już taką drogę bez powrotu, skreślenie kogoś z życia, boję się używać go na głos, że ktoś będzie mnie z niego rozliczał, że będzie mnie rozliczał z relacji...
 Nienawidzę, człowieka, który próbował rozbić mój związek, jednocześnie będąc najbliższą osobą mojej drugiej połówki. Nie mogę na niego patrzeć, bo zbiera się we mnie tyle zła, że nie potrafię sobie z tym poradzić, że moje ciało odmawia mi posłuszeństwa i cała zaczynam się trząść.
  Wiesz, zaczęło się od swego rodzaju przyjaźni, skrócenia dystansu, pewnej formy zrozumienia. Ingerencja tego człowieka w mój związek momentami mnie przerażała, no ale przecież, to mój przyszły szwagier, to brat Miłości mojego życia, a teraz zaszło to tak daleko, że nie potrafię wypowiedzieć jego imienia, że wzdrygam się na samą myśl o tym człowieku.
  Pamiętaj proszę, że nie o wszystkim się rozmawia ze wszystkimi, że ściany mają uszy i że Twoja obecność może przypominać komuś o kompleksach (to najbardziej absurdalny argument jaki w życiu słyszałam, a fakt, że tym argumentem chciał uzyskać rozpad tego, na co ciężko pracowaliśmy przez tyle lat, no myślałam, że umrę ze śmiechu). Nie daj się wciągnąć w sztuczną przyjaźń na siłę, lepsze poprawne relacje, niż żadne.
  Współczuję mu, że zostanie w końcu sam, z drugiej strony nie mogąc się doczekać do tego momentu. Chcę zobaczyć jak upada, jak wszystko co zrobił do tej pory odwróci się przeciwko niemu i jak będzie musiał lądować awaryjnie, albo jak się rozbije na najmniejsze kawałeczki.
   NIENAWIDZĘ!!! Siebie.....bo nie potrafię tego powiedzieć! -.-'

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak wyjść z małego zakrętu, zanim na horyzoncie pojawi się duży?

Wybierasz się na bal, tak?

Prezenty