Jak wyjść z małego zakrętu, zanim na horyzoncie pojawi się duży?

To był straaasznie ciężki tydzień. Nie wiedziałam, że w ciągu jednego tygodnia mogę dowiedzieć się kto tak na prawdę jest przy mnie, a kogo nie ma. Na kim mogę tak naprawdę polegać. Czasem wydawało się, że to wszystko minie, że napiszę, zadzwonię, spotkamy się, jakoś się to poukłada. Nie poukładało się, posypało. Zbieranie się jest bardzo ciężkie, znów uczucie samotności, smutku, zakładanie maski uśmiechu i szczęścia w momencie gdy tak na prawdę chce Ci się płakać. To jest dużo za dużo jak na jedną osobę.
Taki kopniak jest potrzebny, wstrząs, impuls popychający do wyjaśnienia niektórych spraw, do wyczyszczenia atmosfery. Muszę przede wszystkim zacząć od siebie. W końcu z jakiegoś powodu musi być Zagubiona.
Już myślałam, że jestem blisko, że znalazłam przyjaciela, który może być dla mnie oparciem w ciężkich chwilach, ramieniem gdy wszystko się sypie, wsparciem takim, jak ja dla niego....
Życie mnie znów rozczarowało, może to nie jest dobry partner do przejścia przez trudy życiowe ?
Może to nie na takiej przyjaźni wszystko powinno się budować? Może czas zacząć szukać czegoś nowego? Już nic nie wiem, już nie umiem odpowiedzieć na swoje własne pytania.
Jednak jest coś, co wiem na pewno...czas zacząć walczyć o siebie. O własne marzenia, wyznaczyć sobie cele. Jeśli będzie ktoś, kto zaakceptuje mnie całą, taką jaką jestem, ze wszystkimi plusami i minusami, jeśli będzie chciał poświęcić dla mnie chwilę gdy będzie źle lub dobrze, nie będę bała się go nazwać przyjacielem, oddam mu wszystko co najlepsze, żeby poczuł co tak na prawdę znaczy przyjaźń. Żeby mieć przyjaciela, trzeba być przyjacielem, pokazać komuś, jakiej przyjaźni się oczekuje. Trzeba przede wszystkim być sobą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wybierasz się na bal, tak?

Prezenty