A gdyby tak zrezygnować....z życia?
Wydawałoby się, że przy tym co przeżyłam przez swoje krótkie życie, przy tym co mnie spotkało i jak często musiałam zagryzać zęby, ciężko jest zrobić mi przykrość. Przy mojej pewności siebie, ego większym niż u niejednego macho zagiąć mnie uczynkiem? Słowem? Wręcz niemożliwe...
Pod skorupką tego super silnego i super mocnego stworzenia jestem jednak bardzo delikatną, pełna kompleksów, bijącą się z myślami istotą. Bardzo ważne jest dla mnie poczucie bezpieczeństwa, pewności tego co mam i stałości....uczuć, osób...A mimo to lubię stawiać wszystko na jedną kartę, wchodzić na głęboką wodę i uczyć się pływać, łapać powietrze w trudnych warunkach.
Postawiłam na jedną kartę...chciałam się przekonać, czy jestem ważna, coś warta, czy słowo mi dane jest dotrzymywane i znów się rozczarowałam. To tragiczne wiedzieć, że ważniejsze od Twoich uczuć jest zapalenie jednego pieprzonego papierosa, sprawdzenie na ile można sobie pozwolić, w Twojej obecności, patrząc Ci w oczy. I może minęły cztery lata, może jestem starsza i powinnam być mniej naiwna, tylko czemu to nie działa w praktyce? I tak na prawdę nie boli ten papieros tylko fakt, że ja swoje ostatnie trzy i pół roku powiesiłam na jednym małym włosku, że tak na prawdę mogę stracić wszystko co do tej pory stworzyłam, a On...nie potrafi zrezygnować z jednego "buszka". I łzy znów wypełniły moje oczy, pewność usunęła się z horyzontu i został ten chaos, kłębek uczuć, myśli i najważniejsze pytanie: Czy tak naprawdę warto? Czy warto jest stawiać wszystko na jednej szalce przeciwko pokusom, słuchając głupich tłumaczeń? Skoro jest w stanie zrezygnować z bliskości dla papierosa, nie będzie kiedyś w stanie całkiem zrezygnować dla jakiejś pierdoły....ze mnie?
Komentarze
Prześlij komentarz