Nowy rok-nowe zawirowania....
Kiedy powiedział, że czuł, że na ostatnim spotkaniu chciałam go pocałować miał rację, że musiałam się mocno pilnować też miał rację, kiedy przytulił mnie na pożegnanie wszystko dookoła przestało być ważne, kiedy powiedział, że czuje jakby minął tydzień, wiedziałam co czuje - czułam dokładnie to samo, a kiedy odwrócił się będąc już kawałek ode mnie i nasz wzrok był skierowany ku sobie...ale zaraz, od początku.
Rozstaliśmy się cztery lata temu, przez wiele niedopowiedzianych słów, wiele niewykonanych ruchów, przez brak walki. Za każdym razem kiedy rozmawiałam z kimś na jego temat podsumowywałam rozmowę "naprawdę świetny facet, tylko niestety nie dla mnie...."dziwiłam się sama sobie, że po takim czasie sama przywołuje go do rozmowy. Przez cztery lata widzieliśmy się raz, pół roku po rozstaniu, jak zaczęłam spotykać się z moim obecnym partnerem i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że spotkaliśmy się w "klubie" gdzie ze mną nie chciał pójść, bo On nie tańczy. Nawet zamieniliśmy ze sobą dwa zdania, szybkie....wymijające, a później przyłożył moją dłoń do swojej klatki piersiowej i zapytał czy czuję, musiałam odejść, musiałam bo to wszystko nie minęło, bardzo się bałam, że mnie ta cała sytuacja przerośnie.
Jak to sylwester....potrafi zaskakiwać, więc coby mnie nie zawiódł i tym razem przygotował dla mnie petardę na koniec roku. I tym sposobem spotkaliśmy się po 4 latach,
jak gdyby nigdy nic. Hah wiedziałam, że muszę dobrze wyglądać, nie wiedziałam, że aż tak. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i nie wiem, nie mam pojęcia co mną kierowało, ale pamiętam jak dziś jego pocałunki, no nie wiem co mi przyszło na myśl, alema najlepsze usta jakie w życiu całowałam... ogromne wyczucie i nie wiem, czy tylko mnie tak całuje ale ja? Ja mogłabym nie przestawać...
A później spotkaliśmy się na piwo, tak po prostu, żeby jako dojrzalsi niż ostatnim razem ludzie pogadać, popatrzeć na całą sytuację z tak dużego dystansu.
co działo się w przeciągu ostatnich czterech lat.
Pożegnanie było piękne, zdecydowanie mi się podobało. Należało do tych przepełnionych emocjami i znów było pełne niedomówień.
Dziś wydaje mi się, że wiem już co mi przeszkadzało, tak na prawdę, cztery lata temu i nie zmieniło się do dziś. Mocno ograniczone zaufanie- rozmawialiśmy o rzeczach bezpiecznych, nie było rozmów o uczuciach, wątpliwościach, zabrakło tych emocji budujących zaufanie, a niby to jest w związku najważniejsze.
Mam słabość do tego człowieka, zdecydowanie ogromną....pociąga mnie w nim chyba wszystko co tylko możliwe i bardzo się boję, bo znów nie rozmawiamy o uczuciach,On nie rozmawia o uczuciach,. To wszystko wisi w powietrzu, a ja wiem, że jeśli będę drążyć temat to zdecydowanie odbije się na moim obecnym związku; że teraz wydaje mi się, że chcę wiedzieć i mieć wszystko wyjaśnione, żebyśmy od podstaw mogli znów budować relację, a tak na prawdę wcale nie wiem co bym zrobiła gdybym już wszystko wiedziała. Czy ja- taka "odważna", "pewna siebie" i "zdecydowana" nie chciałabym schować się przed światem, przed własnym życiem....bo znów w nim mieszam- sama, a to chyba w tym wszystkim najgorsze.

Komentarze
Prześlij komentarz