Jedyne czego się nauczyłam w tym momencie to fakt, że nie zawsze warto się starać.
Każdy chyba zna to uczucie, kiedy dla kogoś jest się w stanie poświęcić bardzo dużo, kiedy zagryza się zęby, żeby wszystko wyglądało tak jak powinno, że dla swojej miłości zniesie się wszystko, każde poniżenie, każde zlekceważenie, każde odrzucenie, nawet jeśli to wszystko dotyczy rodziny osoby, którą się kocha. Przecież to potencjalni przyszli teściowe, rodzeństwo naszej drugiej połówki, to są ludzie, na których uwadze się skupiamy, żeby nas zaakceptowali, na swój sposób pokochali. Mój Ukochany ma fantastyczną mamę, kobietę , która wychowała go na cudownego człowieka, uczciwego, prawdomównego, czułego, pracowitego, szczerego, a co najważniejsze i rzadko spotykane w dzisiejszym świecie to fakt, że jest wierny; kobietę, która ma klasę i stawia czoła przeciwnościom losu, taką która nie boi się ubrudzić rąk robiąc obiad, jednocześnie wyglądając przy tym znakomicie. Ma dwóch starszych braci, jednego o 7, drugiego o 8 lat i może niektórzy powiedzą, że to zbyt duża różnica wieku i chłopaki nie mają ze sobą takiego kontaktu, jak powinni mieć, a ja powiem, że to kłamstwo. Stoją za sobą murem, bronią się jak lwy, spędzają ze sobą tyle czasu ile tylko mogą, cieszą się swoją obecnością; bywają między nimi zgrzyty, jak w każdej rodzinie, ale chwilowe. Osobiście też byłam zdziwiona i wydawało mi się to niemożliwe, że bracia, w XXI wieku potrafią jeszcze ze sobą rozmawiać jak kumple, zachowując przy tym mnóstwo braterskiej czułości.
Wiadomo, jak to w każdej rodzinie bywa, wchodząc tam, nie wszyscy muszą nas akceptować. Z jednym bratem kontakt złapałam lepszy niż mi się wydawało, nie wiedziałam, że to możliwe; drugi nie do końca był w stanie zaakceptować fakt, że spotykam się z jego najmłodszym bratem. Półtorej roku starania się o normalne relacje, o akceptację, odrobinę uśmiechu, udało się dopiero po półtorej roku. Myślałam, że to już za mną, przekonałam się, że ta relacja jest dla mnie bardzo ważna, bo włożyłam w to bardzo dużo pracy i serca. Myślałam, że to już nie do zagięcia.....tak bardzo się myliłam...Po półtorej roku zaczęliśmy traktować się trochę jak kumple, trochę jak rodzeństwo. Skończyły się wieczne pretensje i kontrola, zaczęło się coś w rodzaju przyjaźni, przepracowanej, wystawianej na próbę przez tyle czasu, przetrwaliśmy.
Jak to bywa w życiu na całe szczęście dla niektórych, brat mojego Ukochanego znalazł swoją drugą połówkę. Nie ukrywam, cieszyłam się, że to będzie dla niego tak jakby nowy początek, że nareszcie zobaczy w czym nam przeszkadzał przez tyle czasu i może w jakiś sposób doceni to, że mimo to wszystko co robił, żadne z nas się do niego nie zraziło. Początkowo wydawało mi się, że właśnie tak jest, zaczęłam poznawać jego wybrankę, a za razem więź między nami zaczęła się zawężać. Pomagałam...tyle na ile mogłam, momentami trochę ponad moje siły, z wiedzą, że mogą być tego duże konsekwencje, ale kurczę...chyba właśnie po to ma się przyjaciół, nie? A no właśnie nie.
Moi drodzy, pamiętajcie, jeśli wasz brat, siostra czy przyjaciel, znajdą sobie drugą połówkę nie możecie starać się pomóc, człowiek uczy się na błędach, jeśli tylko możecie w tym przypadku uczcie się na moim. Unikniecie rozczarowania i tej złości w sobie. Tyle starania, przemyślanych słów, wsparcia, tyle serca tylko po to, żeby dowiedzieć się, że luba bliskiej wam osoby uznała, że przeszkadzacie im w życiu, żeby uświadomiono wam, że już nie macie prawa być szczerzy, że ktoś wam tak bliski, z kim przeszło się tyle złego i dobrego przez tyle czasu całkiem przestał się do was odzywać, a jeśli już się odezwie to z wyrzutami.
Nie polecam, okropne uczucie, gdybym tylko miała możliwość cofnąć czas, zrobiłabym to bez zawahania, może przeżyłabym trochę mniej cudownych chwil, ale zaoszczędziłabym sama sobie miesiąca żalu, rozczarowania, pustki dotyczącej właśnie tej osoby. Zaoszczędziłabym sobie sama tej świadomości, że jednego dnia osoba, o którą walczyłam tyle czasu przestała mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie, że w tej chwili nawet nie będę walczyć o tą relację, bo dla mnie już nie ma o co, dla mnie czar tej znajomości prysł i jest już nie do naprawienia. Wypełnia mnie jedynie uczucie żalu i pustki, smutek bo przecież to było tyle pracy i tyle czasu....wychodzi na to, że zmarnowanego...
Wiadomo, jak to w każdej rodzinie bywa, wchodząc tam, nie wszyscy muszą nas akceptować. Z jednym bratem kontakt złapałam lepszy niż mi się wydawało, nie wiedziałam, że to możliwe; drugi nie do końca był w stanie zaakceptować fakt, że spotykam się z jego najmłodszym bratem. Półtorej roku starania się o normalne relacje, o akceptację, odrobinę uśmiechu, udało się dopiero po półtorej roku. Myślałam, że to już za mną, przekonałam się, że ta relacja jest dla mnie bardzo ważna, bo włożyłam w to bardzo dużo pracy i serca. Myślałam, że to już nie do zagięcia.....tak bardzo się myliłam...Po półtorej roku zaczęliśmy traktować się trochę jak kumple, trochę jak rodzeństwo. Skończyły się wieczne pretensje i kontrola, zaczęło się coś w rodzaju przyjaźni, przepracowanej, wystawianej na próbę przez tyle czasu, przetrwaliśmy.Jak to bywa w życiu na całe szczęście dla niektórych, brat mojego Ukochanego znalazł swoją drugą połówkę. Nie ukrywam, cieszyłam się, że to będzie dla niego tak jakby nowy początek, że nareszcie zobaczy w czym nam przeszkadzał przez tyle czasu i może w jakiś sposób doceni to, że mimo to wszystko co robił, żadne z nas się do niego nie zraziło. Początkowo wydawało mi się, że właśnie tak jest, zaczęłam poznawać jego wybrankę, a za razem więź między nami zaczęła się zawężać. Pomagałam...tyle na ile mogłam, momentami trochę ponad moje siły, z wiedzą, że mogą być tego duże konsekwencje, ale kurczę...chyba właśnie po to ma się przyjaciół, nie? A no właśnie nie.
Moi drodzy, pamiętajcie, jeśli wasz brat, siostra czy przyjaciel, znajdą sobie drugą połówkę nie możecie starać się pomóc, człowiek uczy się na błędach, jeśli tylko możecie w tym przypadku uczcie się na moim. Unikniecie rozczarowania i tej złości w sobie. Tyle starania, przemyślanych słów, wsparcia, tyle serca tylko po to, żeby dowiedzieć się, że luba bliskiej wam osoby uznała, że przeszkadzacie im w życiu, żeby uświadomiono wam, że już nie macie prawa być szczerzy, że ktoś wam tak bliski, z kim przeszło się tyle złego i dobrego przez tyle czasu całkiem przestał się do was odzywać, a jeśli już się odezwie to z wyrzutami.
Nie polecam, okropne uczucie, gdybym tylko miała możliwość cofnąć czas, zrobiłabym to bez zawahania, może przeżyłabym trochę mniej cudownych chwil, ale zaoszczędziłabym sama sobie miesiąca żalu, rozczarowania, pustki dotyczącej właśnie tej osoby. Zaoszczędziłabym sobie sama tej świadomości, że jednego dnia osoba, o którą walczyłam tyle czasu przestała mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie, że w tej chwili nawet nie będę walczyć o tą relację, bo dla mnie już nie ma o co, dla mnie czar tej znajomości prysł i jest już nie do naprawienia. Wypełnia mnie jedynie uczucie żalu i pustki, smutek bo przecież to było tyle pracy i tyle czasu....wychodzi na to, że zmarnowanego...
Komentarze
Prześlij komentarz